Kochani!!
Witajcie!! Całe wieki nie pisałam, szczególnie mojej ostatniej telenoweli :). Sama zapomniałam, co w ogóle działo się u mojej Stefki.
Także na sam początek, w celu przypomnienia, daję linki do wszystkich dotychczasowych odcinków oraz przepraszam moje czytelniczki oraz co najmniej jednego czytelnika (o nim wiem) za zwłokę.
Odc. 1
Odc. 2
Odc. 3
Odc. 4
Odc. 5
Odc. 6
Odc. 7
Sen Bibliotekarki
odcinek 8
Stefa miała dosyć wszystkiego, a szczególnie całej tej przeklętej inwentaryzacji. Dała jej się w kość. Jak się możecie domyślać, pomocy nie miała znikąd! Cała przeklęta Gabi Kocimiętka pojawiła się aż raz w bibliotece, żeby zaprezentować Stefie w całej swej okropnej okazałości: tłuste włosy, podpuchnięte oczy, długie i brudne szpony oraz nieświeży strój. Reszta pomocników miała pracę na terenie szkoły i tak naprawdę pomagali Stefie tylko z doskoku. Szanowna Gabriela podpisała umowę-zlecenie opiewającą na niemałą sumkę, po czym oznajmiła wyniośle:
-Proszę pani Stefanio o należyte i właściwe przeprowadzenie tej całej in.. fermentacji, a ja przyjdę podpisać jak będzie już dobrze.
Nim bibliotekarka zdążyła cokolwiek odpowiedzieć, pulchna niewiasta zniknęła z zasięgu jej wzroku.
-Doskonale, po prostu zdechnę w tej robocie! - niemalże krzyknęła w przestrzeń.
Wiedziała, że nie będzie łatwo, ale takiego obrotu sprawy się nie spodziewała.
Każdego dnia siedziała po kilkanaście godzin w dusznej bibliotece, licząc książki, czasopisma, komiksy i wszystko, co tylko znalazła. Sprawdzała numery, liczyła raz, drugi, trzeci... Miała dość, bo totalnie nic się nie zgadzało. W głowie miała mętlik i chwilami zastanawiała się, czy nie rzucić tej przeklętej pracy za marne grosze. Ilekroć chciała już iść do Dyrektorki i składać wypowiedzenie, przypominała sobie, że ta praca zbliża ją do jej marzeń o samodzielnym i luksusowym życiu w mieście; że powrót do domu byłby porażką i katastrofą i powrotem do niechcianych wspomnień; że właśnie tutaj pracuje niejaki Gracjan, który - o ile to jego spotkała kilkukrotnie- wydaje się być całkiem interesującym mężczyzną..
Mimo to było jej ciężko i walczyła sama ze sobą.
Miesiąc po rozpoczęciu inwentaryzacji, będąc już u kresu sił, napisała maila do zaufanej Niny, koleżanki ze studiów, która aktualnie robiła karierę w Dubaju.
Potrzebowała się "wygadać", a nie chciała truć cioci ani tym bardziej rodzicom.
***
Od: stefa_kicia@o2.pl
Do: nina24@gmail.com
Temat: Mam już dość.
Hej Nino,
przepraszam, że tak późno piszę maila. Wiem, że miałam odzywać się częściej, ale na pewno zrozumiesz. Wspominałam Ci parę m-cy temu, że dorwałam pracę w bibliotece. Myślałam, że złapałam Pana Boga za nogi, a tymczasem.. złapałam samego Diabła za rogi (albo ogon).
Sama praca nie byłaby taka przykra, gdyby nie to, że na razie mało kogo znam, dzieciaki bywają nieznośne, a teraz muszę zrobić inwentaryzację. No wiesz, spisać te wszystkie nieszczęsne książki, których mamy w naszej wspaniałej bibliotece kilka tysięcy.
Wyobraź sobie, że przydzielili mi do pomocy zupełnie nieobeznane w tematyce osoby, włączając w ten wspaniały team uroczą córcię pani Dyrektorki ;). Jest tra-gi-czna!!!! I matka i córka. Obie wyniosłe, pewne siebie, nie lubiące sprzeciwu i nie umiejące słuchać.
W poniedziałek oznajmiłam Wielkiej Pani Wyniosłej Reginie K., że:
- brakuje mi dwunastu książek!
- mam pięć (!) egzemplarzy z takim samym, normalnie identycznym numerem, jarzysz???
- na półkach jest kurz, brud, syf i malaria i brzydzę się dotykać tych książek!
-dostałam kaszlu i kataru, podejrzewam, że właśnie od tych wszystkich roztoczy, etc. ( a psik!)
-nie mam tak naprawdę pomocy, a ja ledwo się wyrabiam..
-siedzę po godzinach, nie dosypiam, nie dojadam, już schudłam 3 kg..
-boję się, że nie zdążę skończyć inwentaryzacji "na już" czyli aktualnie za 4 dni..
itp., itd.
Ta zołza stwierdziła, że widać, że "niedostatecznie się staram", "wymyślam sobie jakieś problemy", "powinnam się cieszyć, że w ogóle mam pracę", "powinnam się pospieszyć, bo ona się pod tym podpisuje, a nie chce, by jakaś bibliotekarka ze wsi zepsuła jej reputację" - to z grubsza tyle.
Powinnam ją normalnie oskarżyć o mobbing, jak myślisz? Grr.. Podłe babsko. Tylko, że ta praca jest mi niezbędna, żebym nie zwariowała na tej mojej wsi albo nie umarła z głodu w wielkim mieście. Ciągle przeglądam różne oferty pracy, ale wiesz.. tu nie Dubaj, i zarobki nie te, i ofert tyle co kot napłakał. A i płakać mi się stale chce.
Zapomniałabym! Muszę Ci na koniec coś powiedzieć, już bardziej sympatycznego.
Wyobraź sobie kochana, że do szkoły przybył nowy pracownik, pan Gracjan! Tak, wiem... to imię ;/. Całe szczęście wydaje mi się, że to zupełnie inny osobnik od tamtego, który mnie wykorzystał i porzucił ;(.
Najlepsze i najgorsze zarazem jest to, że nawet nie widziałam go jeszcze całego - w sensie, że tylko głos+dłonie+nogi. Nie widziałam tego w sumie najważniejszego - głowy. Mówię Ci, jaja na całego! (hm..ich też nie widziałam :D). Facet mnie uratował, gdy moje trepy spadły mi z nóg, gość ma boski głos, cudowne ciało, tylko nie wiem jaki ma kolor oczu. Może się dowiem, to mnie trzyma przy życiu.
Specjalnie dla niego (!) kupiłam bordową suknię w trójkąty i serca - szałowa, firmówka. Zaczęłam też rozpuszczać włosy, postawiłam na soczewki kontaktowe i ogólnie dbam o siebie jak nigdy. Nawet z ostatniej pensji zainwestowałam w nowe perfumy, mówię Ci - jestem teraz pachnąca jak jakaś gwiazda filmowa!
Ok, kończę, bo po całym dniu w bibliotece po prostu padam. Boli głowa, bolą plecy, oczy, szyja i chce mi się spać. Czekam na wieści od Ciebie <3.
Stefka
Nim zdążyła pościelić łóżko i nakremować świeżo umytą twarz, już dostała odpowiedź od swojej niezawodnej Niny. Nie pisywały ze sobą codziennie, ale bywały okresy, że tak rozsmakowywały się w tej korespondencji i tak zatracały w swoich opowieściach, że maile przychodziły co kilka minut. Pisywały oczywiście w wolnych chwilach, których Nina miała bardzo dużo, bo aktualnie od paru m-cy leczyła nogę po kontuzji na nartach wodnych.
Od: nina24@gmail.com
Do: stefa_kicia@o2.pl
Re: Temat: Mam już dość.
Kiciu kochana!
Dziś tak na krótko i na szybko, bo zaraz wychodzę na rande-wu z moim kolegą. Nazywa się jakoś egzotycznie (zawsze zapominam), jest japońsko-amerykańskim studentem, który przybył do Dubaju z wizytą do cioci. Jest szalenie przystojny, wysoki, wysportowany, a jego włosy lśnią jak miliony monet. Uwierz, obie chciałybyśmy mieć takie gęste, błyszczące i zdrowe włosy.
Zaskoczyłaś mnie i to negatywnie. Czemu kisisz się w tym bagnie? (żeby nie powiedzieć gorzej). Wiem, że nie tak łatwo o pracę w PL, ale czy po to studiowałaś pięć bitych lat, zbierałaś same 5 i 6, żeby teraz wysłuchiwać jakiejś rąbniętej baby z przerośniętym ego? To niesprawiedliwe. Wiesz co ja o tym myślę - powinnaś przylecieć do mnie, może coś by się tu znalazło dla Ciebie.
Zaintrygował mnie ten cały Gracjan. Pamiętam Twojego chłopaka sprzed lat, oh yeah! fajny był, ale okazało się, że durny - zostawić taką laskę jak Ty...! Uważaj na tego nauczyciela i daj mu wreszcie pokazać swoją facjatę. I cyknij mu jakoś ukradkiem zdjęcie, chętnie bym go obejrzała, mniam! ;).
Kończę, bo mój Słodki napisał, że zaraz będzie na swoim rumaku pod mym oknem.
P.S. Tęsknię!
P.S.1. Czy oby na pewno sukienka w trójkąty i serca dobrze się kojarzy? Oby Twój G. nie odebrał tego jako zamiłowania do miłości w trójkącie, ha ha!.
Buziaki,
Nina.
Stefa zaśmiała się, czytając wiadomość od Niny. Przez chwilę wpatrywała się w swoją nową sukienkę jak sroka w gnat, przyjaciółka zasiała w jej sercu ziarno niepewności. Jednak ostatecznie uznała, że nie jest tak źle, a sama sukienka idealnie podkreśla jej zmysłowe kształty i jest po prostu idealna.
Postanowiła odpisać, bo korespondencja z Niną zawsze dawała jej dużo radości i poprawiała humor.
Od: stefa_kicia@o2.pl
Do: nina24@gmail.com
Temat: Udanej randki!
No no no koleżanko, to Ci się trafiło jak ślepej kurze ziarno :D. Tylko pewnie Twój Luby zaraz będzie musiał wrócić do domu, hę? Chyba, że dla Ciebie zostanie w Dubaju albo - jeszcze lepiej - przyjedziecie do mnie! Byłoby dosko, jak śpiewał Stachursky, ha ha ha....
Nie będę cykać fot G., bo na razie jeszcze nie wiem, czy warto. Co prawda ciało niczego sobie, ale sama wiesz... różnie to bywa.
A na poważnie - trzymaj się chłodno, bo u Was pewnie z 50 stopni w cieniu... Dam znać jak się sprawy ułożą, a Ty odzywaj się do mnie czasem.
Baj! :*
Kicia
***
Stefania zasnęła i znowu zadręczały ją namolne, niemiłe sny - Kocimiętka stojąca nad nią w stroju ze skóry węża, wymachująca pejczem, obok niej Gabi z głupawym uśmieszkiem, skrzecząca:
-No dalej, kończ już z tym całym spisem, bo chcę już moją kasę! ha ha ha.
A potem pojawiła się kolejna osoba, niewątpliwie mężczyzna, i to jaki! Nagle zauważyła zarys męskiej sylwetki, jakby we mgle. Zdziwiona wytężała wzrok, żeby rozpoznać, kto to, kiedy Kocimiętka stwierdziła, ot tak:
-To twój nowy pomocnik do spisu, z nim uwiniesz się w try miga.
Stefa uśmiechnęła się szeroko, pełna entuzjazmu, a jegomość powoli sunął w jej stronę. Nie szedł, nie biegł, ale sunął... i to bardzo wolno, jakby złośliwie. Ale zbliżał się, czuła coraz mocniejszy zapach jakiejś ciekawej wody po goleniu albo męskich perfum... czuła narastającą ekscytację, jeszcze chwila i zobaczy jego twarz... i dryyyynnnn dryyn...
Wreszcie dotarło do niej, że to natrętny budzik wskazuje godzinę 6.30 i nakazuje prędko zwlec się z wygodnego łóżka.
Nie będę cytować niecenzuralnych słów, jakie bibliotekarka rzuciła pod adresem Bogu ducha winnego radzieckiego sprzętu, odziedziczonego jeszcze po dziadku. Totalnie wkurzona pobiegła do łazienki, potem związała swoje długie loki, podmalowała oczy i ubrała się w pierwszą z brzegu, błękitną sukienkę. Miała dosyć tych okropnych snów, pełnych niedopowiedzeń i niejasności. Chciała chociaż podczas tych kilku godzin odpoczynku zaznać szczęścia i radości, tymczasem zawsze kończyło się tak samo idiotycznie.
***
Kiedy dotarła do pracy i wypiła na szybko melisę z miodem, zabrała się ponownie za żmudne liczenie, spisywanie i ogarnianie biblioteki.
Nic się nie zgadzało, wszystko co ruszyła, było nieuporządkowane, zakurzone i poniszczone. Wg niej co najmniej setka książek była w tak tragicznym stanie, że należałoby je zutylizować. Wspominała o tym pani Reginie, ale szanowna Dyrektorka miała to w nosie. Stwierdzała, że "te książki jeszcze się przydadzą, nie ma co wyrzucać, chce pani szastać, bo to nie pani własność, Stefo droga".
Wspaniale.
Potem dostała tajemniczego smsa z nieznanego numeru telefonu z rządkiem liczb: 34589, 34788, 45987, 59321, 99654. Zdziwiła się niemiłosiernie, cóż to za wiadomość. Gdyby nie za duże liczby, byłaby gotowa puścić Toto-Lotka z nadzieją wygranej, ale jednak..coś tu nie grało.
Całe szczęście, zaraz sprawa się wyjaśniła. Doszedł kolejny sms:
Witam! Tych nr nie będzie. Mam w domu, jak przeczytam oddam.Bibliotekarka Lucynka. Tel.Pani mam od Reginki.Pozdr.:).
Stefanii opadła szczęka na samą podłogę.. Nie mogła uwierzyć w to, co zobaczyła. Czuła irytację i niedowierzanie, ale skoro szanowna Regina wiedziała o wszystkim, to czy warto było do niej iść z żalami? Pewnie nie. Nie wiedziała, co to za Lucyna, poprzednia bibliotekarka nosiła inne imię.
-Będziesz miała inwentaryzację taką, na jaką zasłużyłaś, stara pipo! - powiedziała bardziej do siebie Stefa. Zdążyła zamknąć usta, kiedy do biblioteki wparował Alfons Ogórek.
-Witam Panienkę, całuję w rączki, czy mogę w czymś pomóc szanownej... ?- zaczął kurtuazyjnie, jak zawsze.
Nim podszedł ucałować rzeczone rączki, zarządziła:
-Proszę mi zrobić mocną kawę z mleczkiem, jeśli można. I jeszcze ciasteczko z czekoladą, jeśli są jakieś zapasy - mrugnęła do niego okiem.
-Ależ dla panienki wszystko - ochoczo rzucił Alfons i zabrał się za robienie kawy.
Po chwili Stefania najzwyczajniej w świecie pożałowała, że zleciła to zadanie mężczyźnie. Najpierw szukał pięć minut kawy, nie wiedział gdzie, potem zastanawiał się, czy tę grubszą czy drobniejszą, tę "fusiastą" czy też nie... zadawał wiele pomocniczych pytań.. Kiedy usłyszał, że ma posłodzić, zastanawiał się, która z łyżeczek będzie odpowiedniejsza, która jest większa... A mleko? To już były cyrki. A to za tłuste, a to za chude, a to krowie, a to sojowe.. Sojowe waniliowe czy kokosowe? Stefa zbywała go słowami:
-Panie Alfonsie, wszystko mi jedno, a Ogórek drążył:
- Oj nie, pani musi się napić wspaniałej kawy, nie mogę podać lury tak zacnej panience, itp.
Kiedy wreszcie przed Stefą stanął dobrany kolorystycznie do jej stroju kubek, przystrojony plasterkiem banana, a na krawędzi kubka dojrzała skrzący się jak śnieg w słońcu cukier, podziękowała uprzejmie i rozsmakowała się w ciemnym płynie. Był nawet dobry, ale niesamowicie mdły. Starta na wierzch czekolada była pyszna, ale była już lekkim przegięciem. Mimo to piła kawę w skupieniu, zastanawiając się, co też zaradzić całej tej inwentaryzacji, kiedy wpadła na pomysł: wypyta Ogórka o nowego pana Gracjana!.
-Panie Alfonsie, czy ja mogę przy okazji zapytać o pewną osobę, nurtuje mnie trochę.. - zaczęła, rumieniąc się mocno.
-Ależ panienko, bardzo proszę. A któż tak zaintrygował Waćpannę?
-Hm... ee... jest taki podobno nowy nauczyciel u nas w szkole, Gracjan się nazywa.. - kontynuowała speszona.
-A, ten! Ano jest - podsumował zwięźle Alfons.
-No właśnie, chciałabym się zwyczajnie, z ciekawości babskiej dowiedzieć, któż to taki..
Alfons wyglądał na zniesmaczonego i złego, że Stefania zadaje mu pytania o jakiegoś młodego mężczyznę.
Mimo to odpowiedział, z niechęcią:
-No przyjechał do nas z Gdyni, żeby pracować. Podobno tam zostawił swoją .. hm.. ukochaną.. czy też żonę, nie wiem. Jakby uciekł tu, aby zaznać spokoju...
Stefania poczuła się nieswojo, dziwnie jej to brzmiało i nie pasowało do jej wyobrażeń. Ale życie przecież lubi zaskakiwać, także negatywnie.
-Aha, to ciekawe. A czego on uczy?
-No, plastyki chyba.. Na razie. Bo Kocimiętka, nasza szanowna Pani Dyrektor chce go sprawdzić.
-Acha, przytaknęła Stefa. Nie wiedziała, czy chce dalej słuchać rewelacji o nowym nauczycielu.
Alfons zamyślił się, po czym z udawaną albo i prawdziwą troską wyznał:
-Ja bym się na panienki miejscu trzymał z dala od tego typa. On jest niestały w uczuciach. Możliwe, że ta jego interesująca powierzchowność zawróciła w głowie wielu babeczkom, a on to wykorzystywał. Tak mówią. Wiele nauczycielek się nim interesuje, aż dziw. Co prawda podobno jest przystojny, ale nie mnie to oceniać...
-Dobrze, już starczy panie Alfonsie - Stefa postanowiła zakończyć tę żenującą rozmowę i żałowała, że w ogóle podjęła ten temat.
-Jak panienka sobie życzy - Alfons, nieco urażony, zamilknął.
Pochyliła się nad swoimi arkuszami spisowymi, zastanawiając się nad Gracjanem. Biła się z myślami. Nie wiedziała, co jest prawdą, a co nie. Poza tym nawet nie widziała jego twarzy. Udawała, że coś tam zlicza, sprawdza, a tak naprawdę ciągle myślała.. Nienawidziła wpadać w takie koło, bo potrafiła całymi godzinami i dniami poruszać jakiś temat w głowie, zastanawiać się, analizować. To była cholernie nieprzydatna "umiejętność", uprzykrzająca i tak zagmatwane życie.
Była wściekła na samą siebie, że narobiła sobie nadziei i budowała w wyobraźni idealny obraz kolejnego nie-idealnego Gracjana.. aż tu nagle otworzyły się drzwi.
Oto rozjaśniła się cała biblioteka, naprawdę.. i ujrzała jego. Wspaniałe ciało, ten cudowny zapach niczym ze snu... umięśnione ręce, wspaniały look - i twarz! Całe szczęście mężczyzna ją posiadał, i to jaką! Wreszcie mogła dojrzeć śniadą cerę (ale nie afrykańską, po prostu osmaloną słońcem), głębokie, błękitne oczy i idealnie skrojone usta. Miał chyba trochę piegów i lekko odstające uszy, które raczej dodawały mu uroku. Trochę taki polski Garou, ale z ładniejszymi uszami, zdecydowanie. Była tak zszokowana, że patrzyła w przybysza maślanymi oczami.
-O wilku mowa - "przywitał się" mało uprzejmie Alfons.
Mężczyzna udał, że nie słyszy słów Ogórka, zbliżył się natomiast do rozczochranej i zmęczonej całym dniem pracy Stefy, uścisnął delikatnie jej dłoń i przemówił, znanymi już jej nieco głosem:
-Miło mi, Gracjan Zaborowski, nauczyciel plastyki.
-Stefania Kicińska, bibliotekarka - wymówiła z lekkim trudem.
Tak więc przed nią stał ten uciekinier, łamacz serc i narcyz, według Alfonsa. Nie wiedziała, co o tym myśleć, ale zdecydowanie wolałaby mieć odmienne zdanie.
-Przyszedłem zobaczyć, jak sobie państwo radzą. Pani Dyrektor prosiła o sprawdzenie postępów wytłumaczył się od razu.
-Naprawdę? - Stefania była zszokowana. - Niemożliwe.
-Możliwe. W dodatku mówiła, abym zwrócił szczególną uwagę na jakąś panią Gabrielę - spojrzał głęboko w oczy Stefy, a gdy zobaczył w nich zalążki śmiechu, sam zaśmiał się głośno.
-To ciekawe - Stefie opadły baletki z nóg, prawie dosłownie - ciekawe.. Wie pan, pani Gabriela rzadko kiedy tu się pojawia, pani dyrektor widać o tym nie wie... - nie kryła wzburzenia.
-Nie wiem, wykonuję tylko rozkazy Wielce Litościwej - to zdanie wymówił zdecydowanie ciszej, mrugając okiem do bibliotekarki.
Stefa spojrzała w tę otchłań błękitnych oczu, przypominających jej piękne polskie morze. Czuła już, że znajdzie wspólny język (jakkolwiek by to nie zabrzmiało) z tym przystojniakiem. Wydawał się całkiem w porządku, a co najważniejsze - nie był to na pewno jej dawny Gracjan, sprzed lat. To było pocieszające.
c.d.n.
Czarownica